piątek, 13 stycznia 2017

Słowicze łkanie [KurooTsukki]

(ta, wiem, tytuł dziadowy, ale nie wiedziałam jak to zatytułować, by nijak nie dać spojlerów)
Napisałam to jakiś czas temu i prawdę mówiąc wahałam się, czy dobrze będzie to dodać, czy może lepiej nie mącić i nie udawać, że staram się wrócić na tego bloga, jednak finalnie - tak jak widzicie - oneshot jest, tak i ja. Nie uważam go za coś wybitnego, ale jako tako mi się podoba, poza tym oh, k o c h a m KurooTsukki. Wiem też, że prawdopodobnie nazwę tego shipu pisze się inaczej, ale jakoś tak przywykłam do tego, poza tym nie widzę problemu, czy to jedna literka w tę, czy we w tę, cri.

Cóż, nie będę dłużej gawędzić, enjoy~!

     ~~~

Pamiętam twoje ostatnie słowa.

„Nie zapomnij o mnie.”

Nie zapomniałem. Nigdy nie zapomnę.

Minęło pięć lat, odkąd nie ma cię na tym świecie, a ja wciąż budzę się rano z myślą, że zastanę cię w salonie, jedzącego podgrzewaną pizzę na śniadanie. Nie ma dnia, bym nie myślał o tobie i o tym, co cię spotkało. To było tak dawno temu, a ja wciąż zadręczam się myślą, że to przeze mnie już nigdy nie ujrzysz zachodu słońca. Że to z mojej nieuwagi już nigdy nie zjesz ze mną naszych ulubionych truskawek w czekoladzie, ani nie obejrzysz ze mną porannych wiadomości.

Wciąż zadręczam się myślą, że gdybym wtedy przybył choć odrobinę wcześniej, może stałbyś teraz przy mnie i pomagał wybrać koszulkę pasującą do moich skarpetek. W końcu zawsze lubiłeś to robić.

Poprawiam okulary, gdy staję przed Twoim grobem. Odnoszę wrażenie, że tylko ja wciąż cię odwiedzam, choć twoi rodzice żyją i trzymają się dobrze. Czyżby im na tobie nie zależało? Nie wiem. Może nie chcą przychodzić nad grób mordercy? Też nie wiem.
Bokuto niedawno do mnie dzwonił. Pytał, co u mnie.  Nie widzieliśmy się od sześciu lat i chociaż nie chciałem o tobie wspominać, on spytał o ciebie. Jak się trzymasz, jak mi się z tobą żyje. Gdy dowiedział się, co cię spotkało, rozpłakał się. Chciał się spotkać. Nie uwierzył, że mógłbyś zabić niewinną osobę, a ona w akcie samoobrony "przez przypadek" również zabiła ciebie. Uznał to za idiotyzm. Podziękowałem mu. Też tak myślę. Byłeś na to zbyt dobry. Wyglądałeś na tego niebezpiecznego, ale znałem cię lepiej, niż ktokolwiek inny. Mógłbyś pobić kogoś złego, mógłbyś uderzyć kogoś niedobrego, ale nie zabiłbyś nikogo niewinnego.

Pochylam się nad twoim grobem i patrzę obojętnym wzrokiem na słowika, który na nim usiadł. Ma nadzwyczaj ciemne pióra, które przypominają mi o tobie. Jego oczy są brązowe niczym dwie kostki czekolady, one również kojarzą mi się z tymi twoimi. Słowik spogląda na mnie i przekręca główkę, jakby mi się przyglądał. Zaskakuje mnie to, ponieważ to do ciebie zawsze lgnęły zwierzęta, nie do mnie.

Słowik siada na mojej dłoni, po czym zaczyna słodko świergotać. Zaraz po nim, z lasu dobiega mnie śpiew innych ptaków. Rozglądam się wkoło, ale nie widzę nikogo poza mną. Ponownie patrzę na słowika, gdy nagle z jednego z oczu spływa łza. Dziwię się niesamowicie, nie sądząc, że wróble potrafią płakać, zaraz potem jednak orientuję się, że to nie łza. Kolejne krople zaczynają spadać na ziemię, niewielką chwilę potem przeradzając się w deszcz, a ten natomiast - w burzę. Z góry słyszę grzmoty, jednak słowik nigdzie nie odlatuje. Przyglądamy się sobie, gdy nagle zdaję sobie sprawę, że jest nieco zakrwawiony. Chcę panikować, jednak ptak nie wykazuje żadnych oznak bólu, czy cierpienia. Przyjrzawszy się bliżej jego opierzeniu, dostrzegam kawałek metalu. Ma nabój w sobie. Dlaczego?

Czy to ty, Kuroo? Przez cały ten czas cię odwiedzałem, więc teraz ty postanowiłeś odwiedzić mnie? Albo po prostu oszalałem. Nie kontroluję tego. Po prostu przez te wszystkie myśli łzy zebrały mi się w oczach, a teraz spływają po moich policzkach, mieszając się z deszczem. Słowik zauważa to, a cały śpiew cichnie. Nie potrafię racjonalnie myśleć. Obejmuję ptaka dwiema rękami, pochylając się nad nim. Łkam bezradnie, patrząc wprost w jego oczy, kiedy on patrzy w te moje. Uspokaja mnie to, a zarazem boli. Dlaczego to robisz? Jeśli to naprawdę ty, dlaczego doprowadzasz mnie do stanu sprzed pięciu lat?  Czy to był twój cel? Przywrócić we mnie emocje poprzez płacz?

Jeśli tak, dziękuję ci.

Płaczę pierwszy raz od pięciu lat. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz to robiłem. Kiedy dowiedziałem się o twojej śmierci, po prostu coś we mnie pękło. Nie potrafiłem już się uśmiechać, nie potrafiłem płakać, śmiać się, gniewać. Wszystko po prostu było szare i nużące. Po co mi płacz, skoro on mi cię nie przywróci. Po co mi radość, skoro nie mogę jej dzielić z tobą. Po co mi gniew, skoro nie pozwoli mi on przyjść do ciebie. Po co mi to wszystko, skoro ciebie i tak nie ma.

Tak cały ten czas myślałem.

A teraz, kiedy łzy i deszcz sprawiają, że wszystko jest zamazane, widzę cię. Ptak zleciał z moich dłoni i zniknął tuż za tobą, jakby nigdy nie istniał. Ty natomiast siedzisz na swoim własnym grobie i próbujesz zapalić papierosa. „Głupek” śmieję się przez łzy. „Nie uda ci się zapalić papierosa w taki deszcz” mówię, a ty patrzysz na mnie zaskoczony, po czym chowasz wszystko do kieszeni swojej czarnej kurtki, tej, którą mam na sobie. Z szokiem podchodzisz do mnie i pytasz, czy cię widzę. Kiwam twierdząco głową, a ty uśmiechasz się. Widząc twój uśmiech pierwszy raz od pięciu lat, również się uśmiecham, nie mogą napatrzeć się na twoją twarz. Pytam, co ci się stało, a ty po prostu przyciągasz mnie do czułego uścisku. Dlaczego jesteś ciepły? Przecież jesteś martwy. Pytam cię o to, jednak ty patrzysz na mnie zdziwiony i mówisz, że żyjesz. Nie rozumiem cię. Spoglądasz na mnie swoimi pięknymi oczami, a chwilę potem z troską i wyraźną prośbą dodajesz, że czas się obudzić. Obudzić się? Wciąż nie wiem, o czym do mnie mówisz, jednak nie zdążam o to zapytać, bo cały obraz się zamazuje. Niedługo potem widzę tylko ciemność, która mnie otacza. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam zamknięte oczy, jednak wielką trudność sprawia mi podniesienie ich. Postanawiam chwilę odczekać, póki reszta zmysłów do mnie nie wróci. Mija chwila, zaczynam czuć. Leżę. Zaraz potem zdaję sobie sprawę z tego, że pomieszczenie, w którym się znajduję pachnie lekami. Jestem w szpitalu? Zemdlałem? Nie mija minuta, kiedy zaczynam słyszeć. Ktoś płacze nade mną. Jedna osoba. Ktoś inny wymienia jakieś dziwne nazwy i cyfry. To moje wyniki? „Tak się cieszę…” słyszę tuż nad sobą, a chwilę potem czuję, jak ktoś obejmuje moją dłoń. Ściska ją, a ja z wielkim trudem odwzajemniam słabo gest. Zaraz po tym słyszę donośne łkanie. Martwię się, usłyszawszy znajomy głos. To ty. Z całych sił się staram i w końcu mi się udaje. Otwieram oczy i widzę ciebie. Jesteś cały zapłakany i patrzysz na mnie w szoku. Zaraz potem rzucasz mi się na szyję, a ja łapię szybko powietrze, będąc mocno  zaskoczonym. Obejmuję cię delikatnie, a ty płaczesz w moje ramię. „Nigdy więcej mnie nie zostawiaj, błagam” prosisz, a ja pytam, co się stało. „Miałeś wypadek, pięć lat byłeś w śpiączce” tłumaczy krótko lekarz, a ja zastygam. Przez pięć lat? To by znaczyło, że wszystko, co działo się w moim życiu przez pięć lat było tylko w mojej głowie. Umarłeś tylko w mojej głowie. Nie było cię przez pięć lat tylko w mojej głowie. Tak naprawdę, to ja prawie umarłem. Tak naprawdę, to mnie nie było przez pięć lat. Przepraszam cię, a ty każesz mi nic nie mówić, po prostu wtulasz się w moje wychudzone ciało, a ja uśmiecham się, widząc rozczulony wzrok kobiety stojącej nieopodal mojego łóżka szpitalnego.


I po prostu czuję, że teraz już wszystko będzie dobrze.

2 komentarze:

  1. Jejku, popłakałam się;-; Nie przepadam za tym shipem (#team KuroKen i team OiKuro xD), ale to było takie ;-; Mam nadzieję, że coś jeszcze napiszesz i czekam na kontynuację Shizayi*^*
    Wenki~ :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedyne, co mi nie pasowało, to ten ptak. Jakoś tak, jeśli pojawiłby się zamiast niego kot, to byłoby bardziej... adekwatnie? Nie wiem jak to nazwać :D

    Woa, mega smutne, chociaż z drugiej strony zakończyło się pozytywnie. Cały czas myślałam, że to będzie po prostu zwykła refleksja nad grobem kochanka, powiem Ci, że bardzo miłe zaskoczenie. Lubię smutasy, ale jednak wolę historie z Happy Endem ^_^


    http://shining-path-to-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń